zima mnie pomału wykańcza. Mam dość ślizgania się po chodniku.
Mimo, że od ostatniego posta minęły... cztery dni, moje życie diametralnie się zmieniło. Zaczęłam uczęszczać na terapie grupową i jestem zachwycona. Tyle ciepła, zrozumienia i możliwości do porozmawiania dawno nie miałam. To już pierwszy krok do lepszego życia. Oczywiście, denerwowałam się, ale grupa przyjęła mnie tak sympatycznie, że nie mogę doczekać się kolejnej sesji. Naprawdę, to pomaga i każdej osobie chorującej na zaburzenia odżywiania mogę to polecić :)
Po drugie... Nauczyłam się w końcu szacunku do siebie. Co prawda, poskutkowało to zakończeniem mojego pięciomiesięcznego związku (tak, nie ma to jak zostać obudzonym w piątkowy poranek telefonem i wypowiedzią 'koniec z nami'). Oczywiście, najpierw pojawił się szok ale chwilę później poczułam ulgę. Tak, jakby jedna z barier, które dzielą mnie od wyzdrowienia runęła.
Wtedy zadałam sobie pytanie... Czym tak naprawdę jest szacunek do samej siebie. I dlaczego warto o niego walczyć zarówno w związku jak i każdej innej relacji. I w końcu powiedziałam 'dość!'. Nie pozwolę podnosić na siebie głosu bez powodu. Nie pozwolę obrażać mnie, nie będę tolerować wyzwisk rzuconych w moją stronę. Nie dam się uwięzić, nie popełnię tego błędu i nie zerwę kontaktów ze znajomymi bo ktoś tak każe.
I nie, nie jestem smutna. Czuję się wolna. Czuję, że mogę wszystko. To wspaniałe uczucie. I mimo, że od czasu do czasu pojawia się 'pustka', to chwilę później kpię z niej. Bo wiem, że prędzej czy później ułożę sobie życie tak, jak tylko sobie wymarzę ;)
Wiele mnie to nauczyło i mimo, że choroba nadal dzielnie się mnie trzyma, to ja zrobiłam już dwa kroki. Pierwszy - zgłosiłam się po pomoc. Drugi - nauczyłam się szanować siebie i wymagać tego od innych.
Przede mną najtrudniejszy krok. Zjeść...
z jednej strony... Tak bardzo się boję. Z drugiej... Muszę pamiętać... WALCZ!
---------------------------------------------------------------------------------------------
W międzyczasie, od tygodnia robię pewien eksperyment. Zachęcona pozytywnymi opiniami, kupiłam w aptece pokrzywę i dwa razy dziennie zaparzam sobie takie ziółka. Na co działa? Nie będę przyklejała całej rozpiski, ponieważ zalet to ma ona sporo. Wszystkie można wyczytać TUTAJ
Co sama zaobserwowałam?
1. Choroba doprowadziła do tego, że włosy zaczęły mi wypadać w ekspresowym tempie. Teraz jakby ten proces ustał. Mogę nawet powiedzieć, że nabrały blasku i nawet podczas czesania wypada ich mniej. Ogromny plus ;)
2. Niestety, dorobiłam się też anemii a co za tym idzie - wiecznego zmęczenia i ciągłego zimna spowodowanego słabym krążeniem. Jedną z właściwości pokrzywy jest wysoka zawartość żelaza. I wiecie co? Serio, albo to przez pogodę albo ja się mniej trzęsę na dworze. Może to efekt placebo, ale dobrze mi z tym.
3. Silniejsze paznokcie. Już nie kruszą się podczas każdego, nawet najmniejszego uderzenia.
Na temat odporności nie będę się wypowiadać. I tak mało choruję a po tygodniu picia nie można stwierdzić czy wzmacnia ją, czy nie ;)
Jak na razie - polecam. Oczywiście, wcześniej radzę zapoznać się z przeciwwskazaniami, ale ja, jako, że żadnych skutków ubocznych nie odczuwam, zamierzam kontynuować walkę o włosy ;) Chcę je takie jak dawniej. Długie, gęste. I moją rudość <3

